poniedziałek, lipca 25, 2005

„Spostrzeżenia Kinomana”

Pierwsza projekcja filmowa odbyła się 28 grudnia 1895 roku we Francji. Przyczynili się do tego bracia Louis i Auguste Lumiere. Fabuła pierwszego filmu dotyczyła jak sam tytuł mówi polewacza polany.
Możemy sobie jedynie wyobrazić ile do tej pory wątków zostało już w kinie wykorzystanych. Czy możemy liczyć na to, że w dzisiejszym kinie pojawi się coś nowego? Na pewno nie w filmie fabularnym. Dlatego oglądając czyjeś dzieło nie powinniśmy zwracać uwagi na fabułę, bowiem nic nowego twórcy filmowi nie wymyślą. Dzisiaj ważny jest sposób pokazania tematu. To jak wpłynie na odbiorcę. Film to sztuka synkretyczna. Składają się na nią bardzo ważne czynniki. Mianowicie zdjęcia, montaż, muzyka, dźwięk. Czy to znaczy, że osoba reżysera jest już zupełnie nie potrzebna? Otóż jest, bowiem to on jest kreatorem. On widzi świat, który później chcę pokazać widzom.
Filozofia młodych artystów tzw. Niezależnych, ( chociaż ich powodzenie zależne jest od wszystkiego – zastanawiam się właściwie dlaczego tak siebie nazywają) sprowadza się do tego, że chcą tworzyć sami dla siebie. Nie wiedzą, zatem, że film od początku istnienia Kina to sztuka pokazania swoich wizji, tak by zainteresować, zaintrygować, pomóc zrozumieć swoje poglądy, przekonać, pozwolić wyciągnąć własne wnioski.
Według mnie film, na którego temat nie można się w żaden sposób wypowiedzieć ani pozytywnie ani negatywnie, czy też w żaden sposób nie wpłynie na widza jest filmem nieudanym.
I nie mówię tutaj o propagandzie, ale wystarczy film zrozumieć i to już jest połowa sukcesu. A jeśli w jakiś sposób nas poruszy to będzie, bynajmniej moim zdaniem, dużym sukcesem. Współczesnego widza, bowiem trudno czymkolwiek zaskoczyć.
Reżysera i twórców filmu powinna zadowalać, chociaż jedna osoba wpatrzona z zainteresowaniem w ekran. Dotarcie do tej jednej osoby wymaga wiele wysiłku. A wzbudzenie w niej jakichkolwiek emocji jest tego warte.
Idąc do kina wybieram zazwyczaj środkowe miejsce w rzędzie i po środku sali. Bywa, że za mną bądź obok mnie siadają widzowie, którzy nie mają żadnego pojęcia na temat filmu, na który wydali 20 zl i będą oglądać go przez około dwie godziny. Irytują mnie ich komentarze. Zaczynają krytykować już podczas oglądania czołówki. Są to zazwyczaj mało trafne spostrzeżenia. Wówczas ja ( ta dla której kino to pewnego rodzaju sacrum) przesiadam się nieco niżej właściwie prawie przy samym ekranie tak by nie słyszeć komentarzy (np. podczas projekcji filmów Almodovara) typu „na jaki ty mnie film zabrałeś, nie dosyć, że włoski to w dodatku o homoseksualistach – no może używają innych określeń co też jest denerwujące i przykre zarówno dla takich osób jak i tych bardzo tolerancyjnych i szanujących ludzi.
Mój tekst mówi o tym, co zauważyłam podczas wielu projekcji. Moja wiedza nie kończy się na jednym seansie. Takie myśli nasuwają się za każdym razem, gdy oglądam film konkretnie w kinie. Dziele się tymi spostrzeżeniami i apeluje „Łączcie się kinomani – niech moc będzie z wami”.