środa, czerwca 18, 2008

Tęsknie

Tęsknie za tym wszystkim .... Nie potrafie określić swoich uczuć tak do końca, ale wiem na pewno, że tęsknie .....

czwartek, lipca 05, 2007

Pedro i jego kobiety


Almodovar rozmowy

Frederic Strauss, Świat Literacki, Izabelin 2003

Wielbicielka: Widziałam wszystkie twoje filmy. Tylko dzisiaj oglądałam trzy razy

El paradigma del mejillon. O czwartej. O siódmej i o jedenastej.

Pablo: Podobały ci się?

Wielbicielka: Tak, podobało mi się za drugim razem, ale mniej, niż kiedy po raz pierwszy widziałam Remake.

Pablo: A Tete de cul po raz piąty?

Wielbicielka: Podobało mi się mniej, niż kiedy pierwszy raz oglądałam Remake, ale bardziej, niż kiedy trzeci raz oglądałam Alitosi. A ty, który ze swoich filmów lubisz najbardziej?

Pablo: Widzisz, bardzo lubię kręcić filmy, ale potem nie mogę ich znieść.

Pedro. To imię na dźwięk, którego otwierają się kobiece usta. Almodovar – nazwisko, które wzbudza uwielbienie w damskich sercach, tym samym budząc niechęć męskich. Pedro Almodovar to psycholog, znawca kobiecej psychiki i odkrywca jej duszy. Niezrozumiały dla męskich intelektów, tak jak nie pojęta jest dla nich tajemnica kobiecości. Pedro wprowadza kobiety w świat ich własnych pragnień, marzeń i skomplikowanej osobowości, którą z reguły nie mogą szczycić się mężczyźni.

Reżyser w prawie każdym swoim obrazie pokazuje dramatyczne epizody z życia kobiet, ich zewnętrzną siłę, w genialny sposób pokazując nasze słabości. Pedro jest naszym „guru”. Odkrywa rzeczy, o których same nie zdajemy sobie sprawy. Pokazuje je w przedziwny, komiczny sposób, w żadnym wypadku z nas nie drwiąc.

Nie chce nauczać mężczyzn jak rozumieć kobiety, i co kryję się pod ich grubą skorą. Chce przekazać nam, że jest jedynym mężczyzną, który zna nasze uczucia.

Powyższa teza, w tym przypadku o hipotezie nie ma mowy, potwierdzona jest chociażby książką, której wydawca, nie wiedzieć, czemu mężczyzna, poświęca całe 223 strony na rozmowy przeprowadzone z Pedro na temat kilku z jego dzieł i związanych z nimi anegdotami. Czy dobrym pomysłem było wybranie właśnie mężczyzny jako autora książki? Możliwe, że osobnik płci „brzydkiej” ujął Almodovara w sposób obiektywny. Nie trafia jednak z pytaniami, które momentami, co daję się odczuć, irytują rozmówcę, swoją błahością. Udaje się jednak nakłonić, choć biorąc pod uwagę jego ekshibicjonizm, nie jest to zadanie zbyt trudne, do odpowiedzi na pytania dotyczące kobiet, które obsadza w swoich filmach. Dowiadujemy się, że Pedro żył w środowisku z przeważającą ilością damskiego towarzystwa, dlatego też często możemy oglądać na ekranie matkę bądź babcie, Pedra.

Trzynaście wyselekcjonowanych filmów tworzy sugestywną i emocjonalną historię o reżyserze i magicznym świecie kobiet, w który nas wprowadza.

Dobrane filmy to śmietanka twórczości reżysera.

Kilkakrotny zdobywca wielu nagród, między innymi złotej palmy w Cannes, warty jest poświęcenia całej publikacji dotyczącej jego twórczości. Jego fenomen polega na uniwersalności poruszanych tematów. Filmy tak specyficzne, utrzymane w klimacie hiszpańskiego temperamentu, wydawałoby się, mogą podbić jedynie serca europejskie. Pedro trafił nawet do Stanów, gdzie otrzymał Oskara za „Porozmawiaj z nią”.

czwartek, czerwca 07, 2007

środa, czerwca 06, 2007

ARRIVATO ZAMPANO, ZAMPANO ARRIVATO!!!













„La Strada” Produkcja: Włochy, gatunek: Dramat, rok prod: 1954
Reżyseria: Federico Fellini, scenariusz: Tullio Pinelli , Ennio Flaiano zdjęcia: Carlo Carlini , Otello Martelli, muzyka: Nino Rota, obsada: Anthony Quinn (Zampano), Giulietta Masina (Gelsomina),
Richard Basehart (Głupek), Marcella Rovere (Wdowa), Livia Venturini (Siostra), Aldo Silvani (Pani Żyrafa)


Stanęłam w obliczu zadania, któremu nie tak łatwo sprostać.
Trudno jest bowiem sformułować obiektywną opinię na temat filmu, który na trwałe już zapisał się w historii kina jako ten kultowy, ten, który nie powinien, a nawet nie może być poddawany krytyce współczesnych.
By dokonać wiarygodnej krytyki dzieła należałoby odnieść się do problematyki czasów, w których film jest kręcony. W przypadku „La Strady” nie ma takiej potrzeby. Jest to bowiem obraz o wymiarze ponadczasowym.
Federico Fellini wypracował na swoją korzyść słowa, krytyka filmowego, Jerzego Płażewskiego, który wierzy że „La Strada” to „prawdziwa manifestacja odrębności reżysera”.
Twórca znanego, zapewne każdemu, „Słodkiego życia” mówił o sobie: „Nie jestem misjonarzem”, a o swojej twórczości:
„Jeśli przez Chrystianizm rozumieć postawę miłości wobec bliźniego, to wszystkie moje filmy obracają się wokół tego tematu. Pokazuję świat miłości, ludzi wyzyskujących innych, ale jest w tych filmach zawsze jakaś drobna istota, która chciałaby dawać miłość i żyć dla miłości.”
Podczas oglądania filmu starałam się spojrzeć na obraz z perspektywy dzisiejszego widza, któremu kino udostępniło już maksymalną dawkę efektów językowych. Co się jednak okazuję? Pomimo tak nielicznych środków wyrazu, jakimi dysponował ówczesny język filmu, dzieło Felliniego to niezaprzeczalnie, fenomenalne zobrazowanie uniwersalnej prawdy
o człowieku. Przede wszystkim o tym jakie żądzą nim prawa, uczucia, o jego relacji z drugim człowiekiem. O samotności, której nie jest świadom, bezsensownie ją powiększając.
Szereg uczuć ludzkich pokazuję reżyser za pomocą doskonałych kreacji Antoniego Quinn’a i Giullietty Masiny. Wykreowani przez nich bohaterowie Zampano i Gelsomina wprowadzają nas w świat nieczułości ludzkiej, która zderza się z bezsilnością i chęcią załagodzenia owej gruboskórności.
Obrazowi towarzyszy chwytający za serce takt piosenki nuconej przez Gelsominę, która nawet bezdusznego tyrana Zampano w finalnej scenie filmu, nie pozostawia obojętnym.
Każdy kto obejrzy film niewątpliwie zapamięta słowa przyśpiewki
„Arrivato Zampano! Arrivato Zampano! ...”

czwartek, września 14, 2006

Misie i żabki

żabka nad morzem


żabka w swoim żywiole

Misio nad morzem


Nad morzem wszystko zdarzyć się może :)

czwartek, maja 04, 2006

Majówka

5 dni totalnego obijania. Leżenie, picie, jedzenie, gotowanie obiadków, pyszne łózkowe śniadanka, mnóstwo filmów, trochę literatury, grillowanie, drinkowanie a i świeżego powietrza też nie zabrakło. I to wszytsko u boku misia pod jego dachem. 5 cudownych dni i 4 noce. Raz po tak męczącym dniu pełnym obijania się zasnęłam w ciuchach oglądając fascynujący mecz. Mój kochany misio przebierał mnie w nocy, co osiągnęło dla mnie apogeum czułości. Gdy tylko otwierałam oczka, małe i zaklejone ,pierwszym obrazem jaki pojawiał się codziennie rano była bużka mojego Lutka i jedyne co słyszałam to "Dzień dobry smoczeczku". Jak wczoraj wyjeżdzałam płakałam jak głupia chcociaż wiedzialam, że dzisiaj znowu go zobaczę, ale nie mam już do kogo się przytulić jak zasypiam i co gorsza budzi mnie dżwięk komórkowego budzika (piejący kogut).
Misio jak nigdy wyszedł na balkon i mi pomachał jak odjeżdżałam. Przeuroczy widok.
Wiadomym jest, że życie to tylko życie i coś złego zawsze zdarzyć się musi.
We wtorek musiałam na kilka godzin przyjechać do pracy. Mój ukochany miś zabrał fiestę (nowy prześłiczny wehikuł, który nazywam moim małym pierwszym mieszkankiem), żeby zrobić mi przegląd, wymienić oleje, filtry etc.
Niestety musiałam jechać do pracy Stillo rodziców Michała. Nie to, że nie lubię bujać się super furami, ale niestety dlatego, że mój intelekt nie wykazał się zbyt wysoki, bym mogła bez większych szkód wrócić przepiękną bryką do domu. Powiem krótko : Rozwaliłam zderzak i nie tylko :(. Jestem nieodpowiedzialna i głupia i nie wiem co mam powiedzieć rodzicom Misia. Jest mi głupio jak nigdy dotąd. Nic więcej nie napisze bo głupio mi j.w.

piątek, marca 24, 2006

Gabinet lekarski - w poczekalni

Mała ja siedząca w małej poczekalni, pomiędzy dwoma nie małymi paniami wsłuchując się z przerażeniem w dialog w/w Pań:

- Kobiety są zdecydowanie silniejsze od mężczyzn, moja siostra 2 tygodnie chodziła z zawałem.
- Ha jedna z mojego osiedla miała siedem i dopiero za ósmym padła, a faceci odrazu padają. Mój znajomy odrazu za pierwszym razem.
- Kochana a mój mąż usiadł przy stole do kolacji, padł na stół i koniec, próbowali go jeszcze ratować i męczyli go i męczyli, ja mówie koniec, już go zostawcię,bo ile można.
W nogi - myślę, po czym usłyszałam jedynie "nastepny proszę".