czwartek, maja 04, 2006

Majówka

5 dni totalnego obijania. Leżenie, picie, jedzenie, gotowanie obiadków, pyszne łózkowe śniadanka, mnóstwo filmów, trochę literatury, grillowanie, drinkowanie a i świeżego powietrza też nie zabrakło. I to wszytsko u boku misia pod jego dachem. 5 cudownych dni i 4 noce. Raz po tak męczącym dniu pełnym obijania się zasnęłam w ciuchach oglądając fascynujący mecz. Mój kochany misio przebierał mnie w nocy, co osiągnęło dla mnie apogeum czułości. Gdy tylko otwierałam oczka, małe i zaklejone ,pierwszym obrazem jaki pojawiał się codziennie rano była bużka mojego Lutka i jedyne co słyszałam to "Dzień dobry smoczeczku". Jak wczoraj wyjeżdzałam płakałam jak głupia chcociaż wiedzialam, że dzisiaj znowu go zobaczę, ale nie mam już do kogo się przytulić jak zasypiam i co gorsza budzi mnie dżwięk komórkowego budzika (piejący kogut).
Misio jak nigdy wyszedł na balkon i mi pomachał jak odjeżdżałam. Przeuroczy widok.
Wiadomym jest, że życie to tylko życie i coś złego zawsze zdarzyć się musi.
We wtorek musiałam na kilka godzin przyjechać do pracy. Mój ukochany miś zabrał fiestę (nowy prześłiczny wehikuł, który nazywam moim małym pierwszym mieszkankiem), żeby zrobić mi przegląd, wymienić oleje, filtry etc.
Niestety musiałam jechać do pracy Stillo rodziców Michała. Nie to, że nie lubię bujać się super furami, ale niestety dlatego, że mój intelekt nie wykazał się zbyt wysoki, bym mogła bez większych szkód wrócić przepiękną bryką do domu. Powiem krótko : Rozwaliłam zderzak i nie tylko :(. Jestem nieodpowiedzialna i głupia i nie wiem co mam powiedzieć rodzicom Misia. Jest mi głupio jak nigdy dotąd. Nic więcej nie napisze bo głupio mi j.w.