czwartek, czerwca 07, 2007

środa, czerwca 06, 2007

ARRIVATO ZAMPANO, ZAMPANO ARRIVATO!!!













„La Strada” Produkcja: Włochy, gatunek: Dramat, rok prod: 1954
Reżyseria: Federico Fellini, scenariusz: Tullio Pinelli , Ennio Flaiano zdjęcia: Carlo Carlini , Otello Martelli, muzyka: Nino Rota, obsada: Anthony Quinn (Zampano), Giulietta Masina (Gelsomina),
Richard Basehart (Głupek), Marcella Rovere (Wdowa), Livia Venturini (Siostra), Aldo Silvani (Pani Żyrafa)


Stanęłam w obliczu zadania, któremu nie tak łatwo sprostać.
Trudno jest bowiem sformułować obiektywną opinię na temat filmu, który na trwałe już zapisał się w historii kina jako ten kultowy, ten, który nie powinien, a nawet nie może być poddawany krytyce współczesnych.
By dokonać wiarygodnej krytyki dzieła należałoby odnieść się do problematyki czasów, w których film jest kręcony. W przypadku „La Strady” nie ma takiej potrzeby. Jest to bowiem obraz o wymiarze ponadczasowym.
Federico Fellini wypracował na swoją korzyść słowa, krytyka filmowego, Jerzego Płażewskiego, który wierzy że „La Strada” to „prawdziwa manifestacja odrębności reżysera”.
Twórca znanego, zapewne każdemu, „Słodkiego życia” mówił o sobie: „Nie jestem misjonarzem”, a o swojej twórczości:
„Jeśli przez Chrystianizm rozumieć postawę miłości wobec bliźniego, to wszystkie moje filmy obracają się wokół tego tematu. Pokazuję świat miłości, ludzi wyzyskujących innych, ale jest w tych filmach zawsze jakaś drobna istota, która chciałaby dawać miłość i żyć dla miłości.”
Podczas oglądania filmu starałam się spojrzeć na obraz z perspektywy dzisiejszego widza, któremu kino udostępniło już maksymalną dawkę efektów językowych. Co się jednak okazuję? Pomimo tak nielicznych środków wyrazu, jakimi dysponował ówczesny język filmu, dzieło Felliniego to niezaprzeczalnie, fenomenalne zobrazowanie uniwersalnej prawdy
o człowieku. Przede wszystkim o tym jakie żądzą nim prawa, uczucia, o jego relacji z drugim człowiekiem. O samotności, której nie jest świadom, bezsensownie ją powiększając.
Szereg uczuć ludzkich pokazuję reżyser za pomocą doskonałych kreacji Antoniego Quinn’a i Giullietty Masiny. Wykreowani przez nich bohaterowie Zampano i Gelsomina wprowadzają nas w świat nieczułości ludzkiej, która zderza się z bezsilnością i chęcią załagodzenia owej gruboskórności.
Obrazowi towarzyszy chwytający za serce takt piosenki nuconej przez Gelsominę, która nawet bezdusznego tyrana Zampano w finalnej scenie filmu, nie pozostawia obojętnym.
Każdy kto obejrzy film niewątpliwie zapamięta słowa przyśpiewki
„Arrivato Zampano! Arrivato Zampano! ...”